|
Ten artykuł został ukryty zgodnie z zasadami zapisanymi w polityce redakcyjnej.
Oświadczenie Krzysztofa Wychowałka
|
|
Krzysztof Wychowałek
|
16-03-2006 16:43
|
|
ukryte-na prośbę Krzysztofa Wychowałka
|
W dniu 21 lutego 2006 r. o godz. 6:15 do mojego mieszkania weszli funkcjonariusze policji z nakazem przeszukania i zatrzymania rzeczy, na których mogły być przechowywane treści pornograficzne z udziałem osób poniżej 15 roku życia. Nie pozwolono mi skontaktować się z adwokatem ani zażyć leków, które muszę regularnie przyjmować.
Łódź, dn. 16 marca 2006 r.
Oświadczenie
W dniu 21 lutego 2006 r. o godz. 6:15 do mojego mieszkania weszli funkcjonariusze policji z nakazem przeszukania i zatrzymania rzeczy, na których mogły być przechowywane treści pornograficzne z udziałem osób poniżej 15 roku życia. Nie pozwolono mi skontaktować się z adwokatem ani zażyć leków, które muszę regularnie przyjmować.
Policja zaczęła kontrolować znajdujące się w mieszkaniu płyty CD. Ponieważ w mieszkaniu prowadzę działalność gospodarczą związaną z komputerami, a moja żona, zatrudniona w ośrodku edukacji ekologicznej, z racji ciąży pracuje w domu zajmując się m.in. wydawnictwami edukacyjnymi, posiadamy w domu ponad 500 płyt CD. Policjanci podczas przeszukania kierowali się głównie opisami płyt, entuzjazm wzbudziło w nich znalezienie płyt opisanych np. "Dzikie Życie" (to tytuł czasopisma ekologicznego, do którego wykonywałem kiedyś witrynę www) czy "Wakacje - prywatne". Jako "pornografię dziecięcą" zabezpieczono np. kliszę ze zdjęciami, wykonywanymi w latach 70-tych, przedstawiającymi moją żonę, wówczas w wieku ok. 1 roku, bez majtek. Przeszukanie było bardzo pobieżne. Zabezpieczono ok. 400 płyt, natomiast kilkaset innych zostawiono nawet bez sprawdzania ich zawartości. Głównym celem przeszukania było zabiezpieczenie komputerów. Z mojego domu zabrano 5 komputerów, w tym komputer mojej żony oraz służbowy laptop należący do jej zakładu pracy. Z biura, z którego korzysta kierowana przeze mnie społecznie fundacja ekologiczna, zabrano 4 komputery należące do stowarzyszenia wynajmującego to biuro. Z serwerowni zabrano serwer internetowy będący podstawą prowadzonej przeze mnie działalności gospodarczej oraz zawierający szereg stron www społecznych inicjatyw o charakterze ekologicznym i antykorupcyjnym, skutecznie pozbawiając łączności emailowej kilkanaście organizacji i paraliżując realizację kilkudziesięciu projektów. O tym, iż akcja nie miała na celu ustalenia jakichkolwiek okoliczności związanych z rozpowszechnianiem pornografii, może świadczyć fakt, iż zabrano prywatny telefon komórkowy mojej żony, a nie zabrano mojego telefonu służbowego. Zabrano natomiast sprzęt komputerowy z siedziby organizacji, w której pracuje moja żona, mimo iż zarzut dotyczył mojej osoby i mojego mieszkania.
Komputery i płyty zostały zabrane do zbadania przez biegłych, a ja zostałem zatrzymany do dyspozycji prokuratora. Ponieważ ten nie miał dla mnie jednak czasu tego samego dnia, bez leków i bez kontaktu z adwokatem spędziłem noc w policyjnej izbie zatrzymań. Następnego dnia przedstawiono mi zarzut, iż na jednej z płyt zabezpieczonej w moim mieszkaniu, opisanej jako "Śmieci 2001" odkryto 200 zdjęć z pornografią. Inspiracją dla akcji były podobno informacje hiszpańskiej policji, która ustaliła, iż w dniach 23-28 pażdziernika 2005 r. na mój komputer ściągano filmy pornograficzne z udziałem nieletnich (nie odnaleziono ich jednak na moim komputerze). W tym okresie ja jednak przebywałem służbowo w Bułgarii, na co mam niezbite dowody w postaci m.in. biletów lotniczych i stempli w paszporcie. Co natomiast znajdowało się na płycie "Śmieci 2001" nie wiem, gdyż materiałów tych mi nie pokazano, a ja z tej płyty nie korzystałem od co najmniej 5 lat, było to robione przeze mnie wówczas rutynowo archiwum twardego dysku. Przypuszczam, że płyta mogła zawierać archiwa grupy dyskusyjnej z sierpnia 1999 roku ( http://tinylink.com/?aor5TaTcji) kiedy to szeroko dyskutowany był fakt udostępniana przez Telekomunikację Polską na swoim serwerze grup binarnych z pornografią dziecięcą ( http://lists.man.lodz.pl/pipermail/polip/1999/08/thread.html). Ponadto z mojego łącza internetowego korzysta więcej osób, w tym co najmniej 2 sąsiadów oraz potencjalnie każdy, kto wychwyci sygnał Wi-Fi z mojego mieszkania. Policja nie była jednak zainteresowana zbadaniem tego wątku.
Po spędzeniu kolejnej nocy w izbie zatrzymań, dn. 23 lutego br. zastosowano wobec mnie na wniosek prokuratury areszt tymczasowy na okres 2 miesięcy, motywując to faktem, iż w trakcie badania przez biegłych zabezpieczonego i zabranego mi sprzętu komputerowego ja "mogę mataczyć" oraz iż z racji obowiązków zawodowych mam kontakt z dziećmi i młodzieżą, co jest wierutną bzdurą i jest w prosty sposób weryfikowalne. Po osadzeniu mnie w areszcie śledczym nie wykonano żadnych znaczących czynności w śledztwie, a prowadzący je prokurator poszedł na urlop, uniemożliwiając mi w ten sposób nawet otrzymanie paczki higienicznej do aresztu czy korespondencji od żony będącej w ciąży. Niezbędne mi lekarstwa otrzymałem dopiero po 7 dniach pobytu w areszcie i to jedynie na okres 5 dni.
W mediach całą sprawę przedstawiono jako rozbicie "międzynarodowej siatki pedofilów", pokazano w telewizji zdjęcia z mojego mieszkania, gazety poinformowały, iż zatrzymano u mnie "400 płyt z pornografią dziecięcą" (chociaż zarzut - i to wątpliwy - dotyczy jednej płyty z 2001 r.), szczególną perfidią wykazała się bulwarówka "Fakt" publikując moje zdjęcie (mimo iż z zasłoniętymi oczami, to wykonane w taki sposób, iż moja twarz była łatwo rozpoznawalna) a w trakcie zbierania materiałów do artykułu pastwiąc się słownie przez telefon nad moją schorowaną babcią. "Fakt" ujawnił też informacje o mojej sytuacji rodzinnej, które znane były wyłącznie organom ścigania, co dowodzi nierzetelności ze strony policji lub prokuratury.
Mimo wielokrotnych wniosków, nie zwrócono mojej żonie zabranych jej komputerów (prywatnych i należących do kierowanej przez nią organizacji) ani nawet nie uniemożliwiono skopiowania danych niezbędnych do pracy (księgowość, ZUS, dokumenty bieżących projektów). Do dnia dzisiejszego nie zbadano nawet jej telefonu komórkowego, mimo jej nieustających próśb o jego zwrot.
Zatrzymania mnie i nagłośnienia sprawy w mediach dokonano w tych samych dniach, kiedy Sejmik Województwa Łódzkiego powoływał nowy skład Rady Nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Łodzi, do której byłem kandydatem pozarządowych organizacji ekologicznych. Mimo iż ustawa obligatoryjnie nakazuje powoływać w skład Rady kandydata z największą ilością poparć, łamiąc przepisy powołano w to miejsce radnego PSL mimo iż dysponował znacząco mniejszą liczbą poparć niż ja. Korupcją w łódzkim WFOŚ zajmowałem się od wielu lat i wielokrotnie dawano mi do zrozumienia, żebym nie wtrącał się w nie swoje sprawy. Jako członek Rady miałbym wgląd w dokumenty funduszu, zrobiono więc wszystko, żeby mi to uniemożliwić. W tej chwili trwa przed łódzkim sądem proces kilkudziesięciu osób - władz funduszu i władz wojewódzkich z lat 2000-2003, oskarżonych o spowodowanie strat w wysokości 42 mln złotych. W śledztwie dotyczącym tej sprawy ja zeznawałem ujawniając mechanizmy wyłudzania pieniędzy pod pozorem edukacji ekologicznej (chodziło o milionowe kwoty krążące pomiędzy funduszem i jego spółkami-córkami).
W dn. 15 marca 2006 r. Sąd Okręgowy w Łodzi uchylił decyzję dotyczącą tymczasowego aresztowania i nakazał natychmiastowe wypuszczenie mnie z aresztu. Chciałbym serdecznie podziękować tym wszystkim osobom oraz organizacjom, które wspierały w tym okresie moją żonę oraz dostarczyły do prokuratury szereg opinii na mój temat i poręczeń. Od kilkunastu lat działam społecznie w organizacjach ekologicznych i zajmujących się przeciwdziałaniem korupcji, w tym okresie pomogłem bezinteresownie wielu osobom, cieszyłem się powszechnym zaufaniem środowiska, jestem niezmiernie wzruszony, iż w tak trudnym dla mnie i dla mojej rodziny okresie, nawet po tendencyjnych i nierzetelnych informacjach medialnych, prawdziwi przyjaciele okazali swoją wiarę we mnie. Jestem przekonany, że dalsze śledztwo pozwoli wyjaśnić tę sprawę oraz ujawnić jej kulisy. W tej chwili, po 3 tygodniach spędzonych w areszcie, jestem w kiepskiej formie psychicznej i chciałbym najbliższe dni poświęcić przede wszystkim rodzinie.
Krzysztof Wychowałek
|
Ten artykuł został ukryty zgodnie z zasadami zapisanymi w polityce redakcyjnej.
Uzupełnienia i sprostowania:
|