|
Dziewczyna z twarzą w śniegu...
sitting - dziewczyna po prawej w żółtym szaliku...
...to ta sama co w piałych płatkach
Raport Już w trakcie zbierania podpisów pod oświadczeniem Komitetu Wolny Kaukaz okazało się, że planowana na 26 stycznia demonstracja może mieć kłopoty. Po podpisaniu oświadczenia przez członków żydowskiego stowarzyszenia Czulent ABW dzwoniła do krakowskiej Gminy Żydowskiej pod pretekstem "zdobywania informacji na temat rzekomych planowanych aktów przemocy". Była to oczywista prowokacja, niemniej dla wielu osób oznaczała ona koniec zainteresowania przekazem Komitetu Wolny Kaukaz. Organizatorzy planowanej na 26 stycznia demonstracji podjęli próbę legalizacji protestu w poniedziałek, 24 stycznia. Urząd Miasta Krakowa odrzucił jednak zgłoszenie jako "zbyt późne". Obrana przez władze miasta strategia przypominała tu strategię przyjętą wcześniej przez prezydenta Warszawy: "jeśli protest jest niewygodny, należy go zabronić". W obu przypadkach wybór takiej strategii oznacza polityczną niedojrzałość decydentów - nie ma nic gorszego dla demokracji, niż zakazywanie wystąpień publicznych. 26 stycznia około godziny 15.00 w pobliże Kościoła Mariackiego zjechało kilkanaście policyjnych "nysek". Niektóre osoby zamierzające wziąć udział w demonstracji udały się do kościoła Mariackiego. Inne przybyłe około 16.00 na Rynek gromadziły się nieopodal Empiku w pobliżu kościoła. Policja zwróciła się do obsługi o zamknięcie bazyliki. Około godziny 15.30 pracownicy kościoła zamknęli główne wejście i oznajmili, że wychodzić można jedynie wyjściami bocznymi. Jednak ksiądz infułat Bronisław Fidelus zapewnił zgromadzonych, że jeśli chcą opuścić świątynię, to on ich wypuści. W tym czasie na Rynku zgromadziło się już sporo policji, spisywano anarchistów w tym Marka Kurzyńca. Ksiądz zaproponował zebranym w kościele demonstrantom wsparcie w obliczu potencjalnej konfrontacji z siłami BOR oraz policji, po czym demonstracja, wznosząc okrzyki "wolna Czeczenia" i z flagą czeczeńską na czele, opuściła kościół NMP. Na Rynku demonstracja złożona z osób, które wyszły z kościoła oraz z osób wcześniej przebywających na zewnątrz, doszła do otaczającej pomnik A. Mickiewicza barierki. Barierka została nieznacznie uchylona przez jednego z demonstrantów, co spowodowało gwałtowną reakcję przynajmniej 10 funkcjonariuszy policji. Demonstranci stali jednak spokojnie, rozpoczęły się przemówienia informujące zebranych o celu zgromadzenia, o powodach, dla których należy demonstrować przeciw wizycie Putina w Oświęcimiu etc. Protest przebiegał spokojnie do czasu, gdy kilku funkcjonariuszy krzyknęło: "tego bierzemy!" i rzuciło się na spokojnie trzymającego czeczeńską flagę demonstranta. Pozostali zebrani, zaskoczeni napaścią funkcjonariuszy, postanowili trzymać i osłaniać wyrywanego i bitego demonstranta, co zakończyło się wleczeniem kilku osób po śniegu, wykręcanymi rękami, ciosami w nogi i wyrywanymi włosami. Po wyciągnięciu jednego demonstranta policja uspokoiła się, nadal trwały przemówienia. Potem znowu policjanci zaczęli wyciągać z tłumu osobę, i potem następną. Wtedy rozpoczęły się okrzyki "to jest protest pokojowy" oraz "to jest wasza demokracja", co chyba powstrzymało policjantów. Zdaniem wielu uczestników protestu, a także obserwatorów postronnych, agresywna prezentacja siły policji nie była uzasadniona i stanowiła zapewne świadomy zabieg mający na celu kryminalizację organizatorów zgromadzenia oraz zmianę wizerunku protestujących z pokojowych demonstrantów na "groźnych zadymiarzy". Zebrani nie nawoływali do przemocy, wznosili hasła, których treść nie obrażała nikogo, w tym żadnego z gości oświęcimskich obchodów. W szczególności niezwykle brutalne wyciąganie przez funkcjonariuszy losowo wybranych uczestników zgromadzenia z tłumu świadczyło o niezdrowej woli demonstracji siły i wyładowania agresji nie licujących z rzekomo pro-demokratycznym charakterem policji polskiej i polskiego prawa. Już około 16.15 część zebranych, w tym wszystkie z transparentami (wtedy w liczbie około kilkudziesięciu osób) otoczeni zostali ścisłym kordonem policjantów w strojach szturmowych. Spośród siedzących demonstrantów, skandujących hasła bądź też przemawiających przez tubę policja starała się wyciągnąć kolejne 2 osoby. W międzyczasie funkcjonariusze zniszczyli jeden z megafonów demonstrantów (tuba nie nadaje się do użycia). Protestujący po pewnym czasie wstali i starali się nadal przemawiać. Znowu rozpoczęło się wyciąganie pojedynczych osób z tłumu; w żadnym przypadku nie była to decyzja uzasadniona zachowaniem demonstrującego. (np. zatrzymywano osoby jedynie spokojnie trzymające transparent). Jeden z zatrzymanych zeznawać będzie później, że w policyjnym samochodzie rzucono go skutego na podłogę i nie pozwalano się podnieść. W trakcie protestu liczba uczestników zamkniętych w policyjnym kręgu wahała się od 50 do 70 osób, natomiast na zewnątrz kręgu znajdowało się około 30 - 40 osób. Można więc powiedzieć, że w demonstracji uczestniczyło w przybliżeniu 80 - 110 osób. Policjanci pojedynczo zaznaczali, że protest dostał rozkaz rozejścia się. Niemniej nikt z uczestników zgromadzenia nie słyszał wezwania do rozejścia się podanego przez policyjny megafon, czy inny sposób uwiarygodniający sugestie pojedynczych policjantów z kordonu. Około godziny 17.00 protestujący usiłowali się rozejść, nie było takiej możliwości. Na początku policja nie wypuszczała nikogo z kordonu nie informując o niczym. Około godziny 17.30 zaczęto pojedyncze osoby wyprowadzać z kręgu do radiowozów i legitymowane. Następnie puszczano je wolno. Osoby nie posiadające dokumentów były od razu zatrzymywane. Cała sytuacja trwała do godziny 19:00, kiedy to ostatnie zmarznięte i przemoczone osoby zostały puszczone wolno. Tego wieczora zatrzymano 28 osób (tak podawała rzecznik prasowa krakowskiej policji prawnikom, którzy do niej dzwonili). Informacje z 27 stycznia wskazują na 30 a nawet 35 zatrzymanych. Trudno powiedzieć, które informacje są prawdziwe, na razie (1.50 28 stycznia) wypuszczono z aresztów tylko kilkanaście osób. Przed godz. 17.00 do otaczającego demonstrantów konwoju zbliżyło się kilkunastu funkcjonariuszy bardziej uzbrojonych, niż ci dotychczas obecni. Dodatkowym elementem ich uzbrojenia była broń gładkolufowa. Zbliżyli się oni do kordonu i najwyraźniej czekali na rozkaz. Broń nie została użyta, niemniej sama obecność uzbrojonych w ten sposób funkcjonariuszy była prowokacją - zgromadzenie spokojnie czekało wewnątrz policyjnego kręgu na możliwość rozejścia się. Jeszcze podczas okrążenia w kordonie niektórzy demonstranci wewnątrz (m.in. jedna z Krakowa i jedna z Warszawy) były legitymowane przez nieumundurowanych funkcjonariuszy. W sumie demonstracja trwała (powoli rozchodząc się) na Rynku Głównym do około 19.00. Miała w całości przebieg pokojowy, poza momentami, kiedy policja decydowała się na brutalne wyciąganie poszczególnych uczestników z tłumu (ale w tych przypadkach agresja pochodziła ze strony funkcjonariuszy). Poza organizującymi demonstrację Komitetem Wolny Kaukaz i Federacją Anarchistyczną uczestniczyli w niej przedstawiciele i członkowie partii Zielonych, organizacji pozarządowych, w tym Amnesty International, stowarzyszeń kobiecych i społeczno-kulturalnych (m.in. Żydowskiego Stowarzyszenia "Czulent"), pracownicy naukowi i inni. Wieczorem 26 stycznia przedstawiciele Fundacji Helsińskiej oraz Amnesty International, a także rodziny i znajomi usiłowali ustalić miejsce pobytu zatrzymanych oraz informacje o czasie i powodzie ich zatrzymania oraz ewentualnych grożących im zarzutach. O ile jednak informacje o zarzutach podawane przez Rzecznik Prasową krakowskiej policji potwierdziły się, o tyle uporczywa niechęć udzielenia informacji o miejscu pobytu zatrzymanych, a także nieuzasadnione podawanie informacji nieprawdziwych stanowiło kontynuację złej woli przedstawicieli i przedstawicielek krakowskiej policji. 27 stycznia zaplanowana została pikieta pod krakowskim magistratem. Informacja na ten temat została około 13.00 rozesłana do mediów. Około 14.00 wypuszczono pierwszego zatrzymanego - był to nieletni. Nie postawiono mu zarzutów. Policja nie udzielała prawnikom ani przedstawicielom organizacji praw człowieka żadnych informacji na temat pozostałych zatrzymanych. Około 18:45 grupa osób przygotowująca się, w restauracji nieopodal Magistratu, do planowanej konferencji prasowej/pikiety, została otoczona przez skomasowane siły prewencji, policji i tajnych funkcjonariuszy. W związku z niemożnością przejścia pod Magistrat, pod którym miała odbyć się wspomniana pikieta prowadzili swój protest w restauracji, wywieszając z jej okien flagi Czeczenii. Celem demonstracji miała być ponowna prezentacja poglądu, w myśl którego Władimir Putin nie stanowi osoby najchętniej widzianej na obchodach w Auschwitz oraz upomnienie się o zatrzymanych dnia poprzedniego. Niestety, powtórzyła się sytuacja, i zebrani musieli opuścić kryjówkę, zostali otoczeni przez policję, szczegółowo spisani, sfilmowani i obfotografowani, i dopiero puszczeni wolno. Około godziny 17 rozpoczęto wypuszczanie osób aresztowanych 26 stycznia. Oprócz 1 nieletniego, między godziną 17 i 21 areszt opuściły 4 osoby, z czego 2 osoby przesłuchano w charakterze świadków, zaś spośród pozostałych jednej postawiono zarzut utrudniania pracy funkcjonariuszom, zaś drugiej - uczestnictwa w nielegalnym zgromadzeniu. Potem, do godziny 22.30, wypuszczono od kilkunastu do dwudziestu kilku osób (niestety - nie o wszystkich wiadomo, osoby wypuszczone jako ostatnie deklarowały, że nie zostało już zbyt wiele osób/ prawie nikogo; tymczasem inni twierdzą, że zatrzymanych jest jeszcze kilkanaście osób). Funkcjonariusze odmawiali również zatrzymanym możliwości napisania skargi na warunki zatrzymania, nie udzielali informacji o powodach zatrzymania, nie udostępniali kopii protokołów zatrzymania. Podczas pobytu zatrzymanych na komisariatach nastąpiło również podstawienie nowych funkcjonariuszy, których oficjalnie wpisano w protokół jako zatrzymujących, choć to wcale nie oni dokonywali zatrzymań. Przynajmniej dwóm spośród zatrzymanych utrudniano dostęp do lekarza. Funkcjonariusze niejednokrotnie żądali odpowiedzi na pytanie, czy zatrzymany podpisze protokół zatrzymania bez pokazywania tego protokołu zapytanemu. Z kolei zatrzymani w komisariacie przy ul. Mogilskiej skarżyli się na trzymanie ich w korytarzu przy otwartych drzwiach wejściowych (przy temperaturze poniżej 0), zaglądanie do odbytów, nie udzielanie wody i pokarmów i inne. Same okoliczności zatrzymywania też pozostawiają wiele do życzenia, skoro - jak twierdzi dwóch zatrzymanych, zdarzyły się następujące przewinienia ze strony funkcjonariuszy: - opieranie się nogą o genitalia zatrzymanego;
- trzymanie za szyję;
- deptanie po nogach;
- ciągnięcie po śniegu;
- ciągnięcie za włosy i wyrwanie dreadów;
- ciosy ręką w twarz;
- ciosy w genitalia,
- kopanie po nogach,
- lżenie przy użyciu wyrazów powszechnie używanych za obelżywe ("zobaczysz kurwa jak wejdziesz" itd.).
Jak dotąd wiadomo więcej o 23 wypuszczonych: - 5 osobom nie postawiono zarzutów (4 zeznawały w charakterze świadków, 1 nieletni );
- reszcie postawiono zarzuty, i tu:
- a) Art. 136 KK znieważenie głowy państwa;
- b) udział w nielegalnym zgromadzeniu;
- c) odmowa opuszczenia nielegalnego zgromadzenia;
- d) czynny udział w nielegalnym zgromadzeniu,
- e) utrudnianie wykonywania czynności służbowych;
- f) bierny opór wobec funkcjonariusza
- g) czynna napaść na funkcjonariusza;
- h) lżenie funkcjonariusza;
- i) przewodniczenie nielegalnemu zgromadzeniu i inne.
- j) posiadanie narkotyków (wg wagi policyjnej to ilość 0,18 grama marihuany (sic!))
Dwa dni po wypuszczeniu zatrzymanych policja zaczęła się wycofywać ze swych zarzutów wobec części zatrzymanych. Jedna osoba dostała na przykład telefon w którym zawiadamiano ją, że wszystko co stało się na podczas zatrzymania to "nieporozumienie" i że wszelkie zarzuty będą wycofane a osoba ta będzie proszona by jeszcze raz złożyć zeznania, tym razem jako świadek. Tak więc w sobotę 29.01 oficjalnie podawaną przez policję liczbą osób oskarżonych z kodeksu karnego było- 5 a obwionionych z kodeksu cywilnego- 2. Wg policji reszta zatrzymanych to tylko "nieporozumienie". Osoby zatrzymane 26 stycznia miały wiele zastrzeżeń co do zachowania funkcjonariuszy na komisariatach. Do najbardziej uwłaczających praktyk należała niewątpliwie zbiorowa rewizja, jaką policjanci i policjantki zaserwowały na komisariacie przy ulicy Siemiradzkiego. O ile zatrzymane dziewczyny miały rewizję osobistą w osobnych pomieszczeniach, pojedynczo, przy udziale 1 funkcjonariuszki każda; o tyle mężczyzn rewidowała cała grupa funkcjonariuszy płci obojga, która kazała im "wypinać tyłki" i tak dalej. Oprócz tego zatrzymanych poddano operacji fotografowania bez uprzedniego przedstawienia zarzutów, co jest w oczywisty sposób niezgodne z prawem. Osoby, które wyrażały choćby minimalną niezgodę, były siłą wleczone do zdjęcia. Na pytanie, czy w komisariacie można otrzymać szklankę wody, zatrzymani słyszeli, że "mogą pić kranówę". Nie wszystkim z zatrzymanych osób zaproponowano ciepły posiłek, osoby, które chciały dostać posiłek wegetariański otrzymały kilka kromek chleba. Niektórzy z zatrzymanych przez cały okres pobytu na komisariatach trzymali jedynie poranną herbatę, mimo, że były przemoczone i przemarznięte od wleczenia po kałużach i śniegu podczas zatrzymania. Jednemu z zatrzymanych odmówiono zakupu papierosów, choć przeczytał w regulaminie, że takie prawo mu przysługuje. Ten sam zatrzymany odmówił podpisania pierwszej wersji protokołu przesłuchania, bo napisano tam, że "stawiane zatrzymanemu zarzuty dowodzą możliwości podjęcia przezeń prób ucieczki" - zarzut kompletnie nieuprawomocniony. Po odmowie podpisania tego protokołu zatrzymanemu został przedłożony kolejny - tym razem nie zawierający nieuzasadnionych supozycji. Ten został podpisany. Innej osobie podsunięto do podpisu protokól in blanco, bez wypełnionej rubryki o postawionych zarzutach, stwierdzając, że to zostanie uzupełnione później. Policja ponadto przy przesłuchaniach zastraszała, zadając pytania o nazwiska a gdy odmawiano odpowiedzi przesłuchujący grozili, że spotkać mogą za to zatrzymanego poważne konsekwencje. Osobie która dostała po przewiezieniu na komisariat poważnego ataku migreny rowadzącego ją w konekwencji do wymiotów nie udzielono żadnej pomocy na miejscu (nie podano żadnych środków przeciwbólowych) a karetkę wezwano dopiero po dwóch godzinach od zgłoszenia problemu. Zdaniem wielu zatrzymanych sam fakt ewolucji zarzutów w czasie spisywania danych dowodzi prób kryminalizacji pokojowego protestu i dążenia do ukarania uczestników zgromadzenia bez ich winy. Dowodzi tego między innymi zmiana głównego zarzutu, którym na początku była obraza głowy państwa - gdy stało się jasne, że zarzut ten jest trudny do udowodnienia, policjanci zaczęli szukać nowego, tylko po to, by można było ukarać "sprawców". Policjanci na komisariatach przy ul. Mogilskiej i Siemiradzkiego odmawiali podania danych służbowych nawet w sytuacjach, gdy dopuszczali się przemocy. Odwiedzając rodziny zatrzmanych w ich domach policja wypytywała się o informacje nie związane ze sprawą, tj. o miejsce nauki lub pracy, zainteresowania, styl życia itp. Część domagała się wpuszczenia do mieszkania celem przeszukania, mimo że nie potrafiła okazać odpowiedniego pozwolenia. Policja odwiedziła domy w Chełmie, Rzeszowie, Warszawie, Krasnymstawie, Ludwinowie, Bielsko-Białej. Dwie godziny po opuszczeniu komisariatu, jednej z zatrzymanych uczestniczek demonstracji przydarzyła się seria omdleń, została przewieziona na pogotowie, gdzie lekarze orzekli wycieńczenie organizmu spowodowane wygłodzeniem oraz stresem. Ogólnie należałoby powiedzieć, że policja krakowska zachowała się w sposób nieprofesjonalny. Ewidentne nadużycia są w wielu przypadkach udokumentowane na materiałach filmowych, które tak media, jak i uczestnicy zgromadzenia przygotowali w trakcie trwania protestów. Zatrzymani zeznawali o przypadkach takiego traktowania ich osób, jak: - pobicia. Przynajmniej jeden z zatrzymanych został uderzony pięścią w twarz kiedy nie stawiając już żadnego oporu był prowadzony do radiowozu. Innego uderzono twarzą w lusterko wozu policyjnego. Zatrzymani byli bici pięściami po plecach i innych częściach ciała.
- wyrwanie kępy włosów ( jednego dread- locka)
- przyciskanie twarzy do śniegu na ziemi, stawanie nogami na plecach
- wykręcanie rąk, szyi
Materiały te, podobnie jak zdjęcia, mogą stanowić materiał dowodowy. Warto zaznaczyć, że innych polskich miastach również miały miejsce protesty przeciw W. Putinowi, i wobec żadnego z nich nie została użyta policyjna przemoc. Zatrzymanych po krakowskiej demonstracji już 27 stycznia wieczorem poparł poseł Marek Kamiński z PiS, który wydał oświadczenie w tej sprawie. O zatrzymanych niepokoją się również organizacje praw człowieka, w tym Fundacja Helsińska i Amnesty International (warto zaznaczyć, że wśród aresztowanych znalazło się 4 członków tej organizacji). Grupy wolnościowe i anty-komunistyczne podpisały oświadczenie, w którym domagają się dymisji ministra spraw wewnętrznych R. Kalisza w związku z krakowskimi wydarzeniami. Komitet Wolny Kaukaz Koalicja Grup Wolnościowych
|