|
Jerusalem.Al Quds.Foto.Pamięci Jasera Arafata
|
|
narmi
: http://www.irak.pl
|
17-11-2004 11:13
|
Z głębokim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o odejściu wspaniałego przywódcy - sprawiedliwego pośród narodów świata, człowieka wielkiej dobroci i odwagi Jasera Arafata.
Na zawsze pozostanie w naszych sercach i w naszej pamięci.
Zespół witryny http://www.irak.pl
“Jak prawdziwy przywódca szedł do przodu prowadząc swój lud za sobą. W ten sposób zmierzył się z rządami arabskimi, tak rozpoczął walkę zbrojną i tak wyciągnął rękę do Izraela. Mimo krytyki i dzięki tej odwadze zyskał zaufanie i miłość swego narodu (...) Wraz z upływem lat jego ranga historyczna będzie rosnąć.
Co do mnie: szanowałem go jako palestyńskiego patriotę, podziwiałem jego odwagę, rozumiałem z jaki przeszkodami musiał się liczyć i widziałem w nim partnera do budowy nowej przyszłości naszych narodów. Byłem jego przyjacielem.
Jak powiedział Hamlet o swoim ojcu: “Oto był człowiek, wiem teraz, że nie znajdę równego” - izraelski publicysta i działacz pokojowy Uri Avnery o Jaserze Arafacie.
http://www.irak.pl/UriAvneryJaserArafatCzlowiekijegoNarod.htm
|
|
Tragedia Arafata (i nasza też) polegała na tym, że kiedy zbliżano się do pokojowego rozwiązania izraelskie rządy zawsze się wycofywały. Minimalne warunki są jasne i niezmienne od 1974: państwo palestyńskie na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Gazie; palestyńska suwerenność nad wschodnią Jerozolimą (w tym nad Wzgórzem Świątynnym, ale nie nad Ścianą Płaczu ani dzielnicą żydowską); powrót do granic z 1967 roku z możliwością niewielkich, równych terytorialnie wymian, ewakuacja kolonii izraelskich z ziem palestyńskich i rozwiązanie problemu uchodźców w porozumieniu z Izraelem. Dla Palestyńczyków to absolutne minimum. Nie przystaną na jeszcze mniej.
Być może Icchak Rabin zbliżył się do tego rozwiązania pod koniec życia, gdy oświadczył “Arafat jest moim partnerem”. Wszyscy jego następcy to rozwiązanie odrzucili. Nie byli gotowi do oddania kolonii, ale wprost przeciwnie, do ich ciągłego rozszerzania. Oparli się wszelkim próbom definitywnego ustalenia granicy, bo ich koncepcja syjonizmu zakłada nieustanną ekspansję.
Widzieli więc w Arafacie niebezpiecznego wroga i próbowali go zniszczyć wszelkimi środkami, w tym bezprecedensową kampanią diabolizacji. Na przykład Golda Meir (“Nie istnieje nic, co można by nazwać narodem palestyńskim”). Albo Menahem Begin (“Zwierzę na dwóch nogach… człowiek z włosami na twarzy.. palestyński Hitler”). Beniamin Netaniahu i Ehud Barak (“Zerwałem mu maskę z twarzy”) albo Ariel Szaron, który do wojny w Libanie ciągle próbuje go zabić.
Żaden inny przywódca ruchu wyzwoleńczego ostatniego półwiecza nie musiał ścierać się z takimi przeszkodami. Nie był skonfrontowany ze znienawidzonym mocarstwem kolonialnym tylko z państwem – konsekwencją Zagłady, znajdującym oparcie w sympatii świata i jego poczuciu winy. We wszystkich dziedzinach jak wojsko, gospodarka czy technologia, społeczeństwo izraelskie jest niezaprzeczalnie silniejsze od społeczeństwa palestyńskiego.
Kiedy Arafat zakładał Autonomię Palestyńską nie dziedziczył istniejącego już i działającego państwa jak Nelson Mandela czy Fidel Castro, ale oddzielone części ubogiego terytorium, zniszczonego przez dziesiątki lat okupacji. Nie odziedziczył ludności zamieszkałej na swojej ziemi, ale naród, którego jedną połowę stanowią rozproszeni po wielu krajach uchodźcy a drugą społeczeństwo podzielone politycznie, ekonomicznie i religijnie. A walka wyzwoleńcza jeszcze się nie zakończyła.
Stworzenie z tego wszystkiego zjednoczonego społeczeństwa i – krok po kroku – pokierowanie nim w stronę swego przeznaczenia, stanowi historyczny wyczyn Jasera Arafata. (...)
tłum: Jerzy Szygiel (11/11/2004)
http://www.irak.pl/UriAvneryJaserArafatCzlowiekijegoNarod.htm
Arafat ucieleśnia los palestyńskiego narodu. Od 19 roku życia jest uciekinierem. Nigdy nie miał stałego miejsca zamieszkania ani życia prywatnego. Od 35 lat błądził po świecie, wciąż ścigany przez służby specjalne. W każdej chwili jego życie było zagrożone. Parokrotnie siedział ponoć w arabskich więzieniach. Niezliczoną ilość razy uchodził cało z zamachów na swoje życie.
Arabowie wysoko cenią odwagę osobistą, a Arafat był bardzo odważnym człowiekiem. Wielokrotnie w pełni świadomie narażał się na niebezpieczeństwo. W 1982 r. nie uciekł z Bejrutu, kiedy miasto zostało otoczone przez oddziały izraelskie.
W rok później, kiedy jego palestyńscy wrogowie okupowali Tripoli w Libanie, gdzie stacjonowały podległe mu oddziały OWP (Organizacji Wyzwolenia Palestyny), opuścił bezpieczną Genewę i przedostał się do oblężonego miasta, aby być razem ze swoimi żołnierzami.
Pod koniec lat 50. Arafat – jeszcze jako młody inżynier w Kuwejcie – zerwał z zasadą dominacji krajów arabskich nad narodem palestyńskim. To było podstawowe założenie nowego ruchu Fatah – w przeciwieństwie do innych organizacji palestyńskich, których przywódcy, tacy jak Georges Habasz, wierzyli, że rewolucja panarabska jest konieczna dla wyzwolenia Palestyny. Tak jak rewolucja syjonistyczna nauczyła Żydów, że należy brać swój los we własne ręce, tak Arafat nauczył swój naród, że należy zawsze liczyć tylko na siebie – to było jego największe historyczne dokonanie.
Drugą jego zasługą było zorganizowanie narodowego ruchu palestyńskiego. Arafat miał bardzo osobisty styl przywództwa, wywodzący się z arabskiej tradycji. Zawsze zabiegał o to, by unikać decyzji podejmowanej wolą większości przeciwko zdaniu mniejszości.
Kto zostaje w takiej mniejszości, staje się bowiem wrogiem. Arafat wolał starać się o kompromis. Uprawiał więc skomplikowane gry, przewlekał podejmowanie decyzji, wahał się. Nieraz drażniło to zachodnich partnerów, którzy chcieli jasnych i szybkich decyzji. Jednak to co wydawało się dreptaniem w miejscu, było nieraz ledwo zauważalnym posuwaniem się do przodu.
Mistrz gry
Jego wielką zasługą było też to, że przez ponad 35 lat potrafił utrzymać i uchronić od rozpadu tak zróżnicowany ruch narodowy. Udało się to tylko nielicznym przywódcom rewolucyjnym, mimo że mało który ruch poddany był tak ciężkim napięciom i próbom. W OWP jest lewica i prawica, ludzie ortodoksyjnie religijni i ateiści, muzułmanie i chrześcijanie, radykalni rewolucjoniści i konserwatyści, zwolennicy walki zbrojnej i stronnicy grzecznej dyplomacji (...).
Był ruchliwy jak żywe srebro, miał szybki refleks i dar zapamiętywania ludzi i sytuacji. Sprawiał wrażenie człowieka, który w ogóle nie sypia. O drugiej w nocy był w najlepszej formie. Nie miał poczucia czasu, a jego niepunktualność była powszechnie znana.
W rozmowie z nieznajomymi potrafił od pierwszej chwili nawiązać bezpośredni, ciepły kontakt. W kontaktach z otoczeniem okazywał się również bezpośredni, nie podkreślając swego autorytetu. Jego ludzie przerywali mu, krytykowali go nawet przy obcych. Mimo to nawet najważniejsi współzałożyciele organizacji Fatah, jak Abu Dżihad i Abu Ijad, sprawiali przy nim wrażenie drugorzędnych figur.
Ale najważniejsze jest to, że Arafatowi zwykle dopisywało szczęście. Dowodzą tego liczne zamachy, z których wychodził cało, podczas gdy jego najlepsi przyjaciele i współtowarzysze ginęli z rąk Mosadu lub tajnych służb krajów arabskich.
Również ocalenie Arafata z katastrofy samolotu w kwietniu 1992 r. w Libii wyglądało niemal na cud. Jego mały samolot wpadł w burzę piaskową. Pilot zameldował, że musi awaryjnie lądować.
Allah go strzegł
Ochroniarze Arafata obłożyli szefa wszystkimi kocami i poduszkami, jakie mogli znaleźć w samolocie, a potem sami objęli go ramionami. Pilot i niektórzy spośród pasażerów ponieśli śmierć, Arafat wyszedł z katastrofy bez szwanku. – Sami widzicie, Allah mnie strzeże – powiedział wtedy do swoich współtowarzyszy i nadal wzdragał się przed wyznaczeniem swojego zastępcy.
Również pod względem politycznym Arafat wydawał się niezniszczalny. Wielu jego wiernych stronników, którzy towarzyszyli mu od lat, domagało się w ostatnich latach utworzenia demokratycznych struktur w Autonomii Palestyńskiej. Wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, że był on tam jedynym autorytetem. Innego nie ma i jeszcze długo nie będzie.
Uri Avnery, Forum © Der Spiegel
|
Uzupełnienia i sprostowania:
|